Mówi się, że człowiek najlepiej uczy się na błędach – ja dodam, że najchętniej uczę się na cudzych, więc ku przestrodze podzielę największymi błędami przy projektowaniu programów grywalizacyjnych.

Wbrew niektórym opiniom, grywalizacja nie jest tanim chwytem marketingowym (cokolwiek by o niej nie mówić, na pewno nie jest tania…), ani prostym narzędziem, które można z dnia na dzień zaimplementować w biznesie, tylko głębokim, wielowymiarowym i wysublimowanym podejściem do angażowania ludzi.

Podstawowym błędem przy projektowaniu grywalizacji jest skupienie się na punkach i nagrodach sądząc, że to one przede wszystkim motywują uczestników programu do podejmowania konkretnych aktywności. A gdzie angażujące doświadczenie? Gdzie zabawa? Czy punkty rzeczywiście mogą wciągnąć i pobudzić motywację? Tak, oczywiście, ale głównie strachem, żeby nie być poniżej oczekiwanego poziomu, nie wypaść gorzej od innych i nie stracić możliwości uczestniczenia w programie. Zdobywanie punktów może być też stymulujące dla osób o wysokiej potrzebie osiągnięć, ale tym nie trzeba wdrażać grywalizacji, żeby mieć rezultaty… oni po prostu dostarczają i już! Wniosek: grywalizacja daje możliwość oddziaływania na szerokie spektrum potrzeb i motywacji ludzi i należy z tego spektrum korzystać. W programie powinny się znaleźć motywatory społeczne, emocjonalne, poznawcze, wynikowe i wówczas dopiero możemy mówić o wykorzystaniu potencjału tego podejścia. W programie grywalizacyjnym jest przede wszystkim miejsce na motywowanie pozytywne, wzmacnianie oczekiwanych zachowań bieżącym feedbackiem, budowanie mistrzostwa, ale jest też przestrzeń na motywatory negatywne, które są silne i mocno oddziałują na uczestnika. Różnorodność, bogactwo doświadczenia, ciekawość, fun, zaskoczenie – tymi technikami zdziałamy dużo więcej niż punktami, odznaczeniami i tablicą wyników.

Co na koniec? Dobrowolność vs. obowiązkowe uczestniczenie w programie grywalizacyjnym. Organizacje lubią standardy, dzięki nim łatwiej się zarządza, ale ludzka natura jest taka, że lubimy mieć wybór. Tak jest i już! Przymuszeni z klucza kontestujemy to, w czym każą nam uczestniczyć, więc sami sobie odpowiedzcie, czy udział programie grywalizacyjnym powinien być „obligo” – dotyczy to przede wszystkim programów adresowanych do pracowników. Wyobraźcie sobie, że szef oczekuje od was grania ping ponga i będzie wam płacił tyle, ile punktów uda się wam zdobyć. Po drugiej stronie stołu macie przeciwnika, który nie ma tego problemu – gra dlatego, że ma na to ochotę. Jak przebiega mecz? Pozornie i wy i wasi przeciwnicy robicie to samo, te same ruchy, podobne uderzenia, ale na poziomie motywacji i stanu emocjonalnego dzieli was przepaść. Ta sama gra jest dla was zupełnie czymś innym i jeśli przegracie, to pewnie dużo czasu upłynie zanim sami, niczym nieprzymuszeni z uśmiechem pomyślicie o partyjce ping ponga.

Morał: dobra grywalizacja powinna „sprzedawać się” sama. Uczestniczenie w niej powinno być przywilejem, a nie karą.

I z tą myślą was zostawiam 🙂

[template id=”487″]

Leave a Comment