Dokładnie tak! Jednym z najważniejszych warunków zadziałania grywalizacji jest gotowość na szczegółowe określenie, czego tak na prawdę chcemy. I tak, jak na poziomie deklaracji wydaje się to dość oczywiste, w praktyce biznesowej – zdania bywają podzielone…

Weźmy na tapetę koronny proces, który zawsze dostaje wypieków jeśli nałożymy na niego grywalizację – sprzedaż. Cel jest prosty – sprzedać jak najwięcej. Czy na pewno? Zaraz potem nieznośny konsultant ds. grywalizacji zadaje kolejne pytania: czego? jak? kiedy? komu? czego potrzebuje sprzedawca, aby to zrobić? skąd system wie, że sprzedaż jest skuteczna? Innymi słowy zaczyna szukać w procesie tzw. „desired actions” – za co gra ma nagradzać. Które zachowania uczestnika gry mają go zbliżać do osiągnięcia sukcesu.

Na tym etapie niemal zawsze pojawia się dążenie, aby iść nieco na skróty. Klient oczekuje pokazania pomsłów, ciekawej fabuły, możliwości technicznych platformy… a my tu mówimy STOP.

Siadamy razem z Klientem, wyciągamy mazaki, karteczki post-it i rysujemy! W zależności od poziomu skoplikowania procesu oraz tego, jak dużą zmianę chcemy wprowadzić trwa to od 1 pełnego dnia do 3, a czesem nawet dłużej. Przechodzimy przez cele procesu, jego wszystkich uczestników i beneficjentów wraz z ich charakterystyką. Definiujemy produkty, oczekiwaną jakość poszczególnych kroków… Często już na tym etapie jesteśmy w stanie wprowadzić nawet drobne zmiany, które mają spory pozytywny efekt na biznes.

Jak już skończymy rysowanie, przeklejanie, opisywanie i zrobimy zdjęcie finalnej konstrukcji, mamy pewność, że zaprojektowany gameplay będzie faktycznie wzmacniał te zachowania, które realizują cele. Mamy pewność, że budowana postawa, nawyki, umiejętnosci – to właśnie to, czego biznes potrzebuje, aby osiągać jeszcze lepsze wyniki.

Dobre ułożenie procesu to klucz, do stworzenia grywalizacji, która opiera sie nie tylko na efekcie Wow!, ale jest nośnikiem trwałej zmiany.

 

moderowanie

Leave a Comment